Thursday, October 25, 2007

Objazd Bali

Objechanie całej wyspy zajęło nam 3 dni. Za wynajęcie samochodu zapłaciliśmy 70 $, było nas pięcioro, więc każdy wyłożył po 15 $. Całkiem tani jak na Bali.
Podróż zaczęliśmy w Candidasie w południowo wschodniej częsci wyspy, kierując się na pólnoc objechaliśmy całe wybrzeże, czasem zapuszczająć się wgłąb wyspy.

W niektórych miejscach małpy patrolowały drogi.



Ujung, pałac na wodzie. Siedziba ostatniego króla tej części wyspy.


Ciagłe pytania skąd jestem zaczęły mnie nudzić. Tym razem powiedziałem temu panu, że jestem z Iraku.




No dobra ja zostaję.

Pan i Władca na końcu świata.

Jak się je lody?

Tirta Gangga. Kolejny pałac wodny.





Tarasy ryżowe. Na to czekałem.

Wulkan Gunung Agung. Tu w 1963 roku nastapił największy wybuch wulkanu na Bali i pochłonął najwięcej ofiar.

Air Sanih, czyli zimne źródła. Przyjemne orzeźwienie, szczególnie po Balijskim słońcu. Potem przysnic.

Świątynia Pura Meduwa Karang - poświęcona uprawie ziemi.


Na początku XX wieku pewien Holender objechał całe Bali na rowerze. To upamiętnia jego wyczyn.


Siema Szkrabie!


Wodospad Git-Git, rzeczywiście był git :)

Obowiązkowo trzeba było się pod nim wykapać. To dopiero bicze wodne.

Pura Ulun Danu Bratan to hinduistyczno- buddyjska świątynia założona w XVII wieku, a poświęcona Bogowi wody - Dewi Danu. Położona na jeziorem Bratan 1300 m.n.p.m.




Mały Budda.

Przed naszym domkiem. Jak się później okazało można go wynajmować na godziny :)


Ten dzień zaczął się już o 5:30. Delfiny nie będą czekać. Wschód słońca nad Bali.



Sa i delfiny.
Oglądanie delfinów było trochę żałosne. Kilkadziesiąt łódek z turstami goniącymi za delfinami. A ja chciałem popływac z nimi.


Skręt niespodzianka. Widok wynagrodził wszelkie późniejsze żale.



Wśród górskich serpentyn, drodze wąskiej jak chodnik, dżungli z jednej storny, a stromej przepaści z drugiej, Nasz Kijang zgasł, a hamulce zaczęły sie palić.
I co teraz zrobić ?

Dalej już nie dał rady.

Chyba wystygło.

Te znaki powinny stać co 10 metrów!

Kolejna usterka i to po raz trzeci - elektryczne szyby! Na co to komu?

Jest git!

Tu nawet supermen nie pomoże.


Żeby jeszcze było mało zawiśliśmy na pniu!

Ale jakoś udało sie wyjechać po różnych akrobacjach.

Na poprawienie humoru gorące źródła.
Byle gipsu nie zamoczyć.
No fajnie, fajnie, ale tu śmierdzi moczem


Noc żywych trupów.

A gdzie drinki?


Łowca pereł.

Czyli jak mi sie coś stanie to dostanę 5 mln ? Wchodzę w to!
Jedynym zagrożeniem jak sie okazało były małpy. Dla pewności kije w dłoń.!
Droga do...

I to ma być zagrożenie?


Zostaw mnie, bandyto !


Na koniec objazdu Bali - zachód słońca na Medewi Beach.


Chcieliśmy sie pouczyć surfować, ale fale nie sprzyjały.

Nusa Dua Fesitwal 2007

No comments: